home | download | subskrypcja | kontakt  

Australia
Wielka Brytania
Irlandia
USA
Niemcy
Hiszpania
Kanada
Malta
Nowa Zelandia
Włochy
Francja
Japonia
 
Wyprawy
Opis
Relacje
Galeria

ODYSEJA 20 000 MIL LĄDOWEJ 2003

Raport 1 TRASA: WARSZAWA-BRZESC-MOSKWA-NOWOSYBIRSK-OMSK-IRKUCK-ZABAJKALSK- PEKIN

Raport 1
TRASA: WARSZAWA-BRZESC-MOSKWA-NOWOSYBIRSK-OMSK-IRKUCK-ZABAJKALSK- PEKIN
Terytorium: POLSKA, ROSJA
Czas: 04.03-12.03.2003


Galerja zdjęć: Jescze w Polsce, Moskwa, Kolej transyberyjska

Tradycyjna zbiórka oczywiście na dworcu centralnym w Warszawie pora nocna - bbrrrrr...... Do odjazdu zostało trochę czasu, który umilamy sobie najpierw rozmowami i żarcikami, a potem ostatni „surf” na sieci; załatwienie niedokończonej poczty, ostatni szlif trasy podroży i w drogę.

Pierwszych niepokojących znaków przeraża nas waga naszego ekwipunku, no ale cóż lista niezbędnych rzeczy skrócona do maska. Dobre przygotowanie na mrozy wschodu przydaje się jeszcze w Polsce. Nasz chytry plan polegał na zabraniu rzeczy zimowych „second hand”, których później bez żalu mogliśmy się pozbyć.

Sama podroż przez Polskę minęła bardzo szybko i w zawieji
i zamieci wpadamy na dworzec w Terespolu. Tu z miejsca każdy chce wciągnąć nas w wir jakichś na pół legalnych procederów. Po krótszym, niż się spodziewaliśmy czasie znajdujemy się na przejściu granicznym, gdzie dobijamy targu z Białorusinem, który na tzw: „podsiadke” zabiera nas na białoruską stronę (niemożliwe jest przekroczenie granicy na własnych stopkach). Dumnie machając naszymi owizowanymi paszportami, ripostujemy pytania celników na temat naszych wojaży. Podczas chyba 5 lub 6 kontroli, wypełnieniu deklaracji i kart pobytu (bagatela 60 min) znajdujemy się na dworcu w przeświadczeniu, ze pociąg do Moskwy odchodzi lada moment (nasze niedopatrzenie – intuicja to za mało). Otrzymujemy informacje, ze pociąg odjeżdża jednak w późnych godzinach popołudniowych. Cóż, przed nami bite 6h czekania, marudzenia i dowcipkowania.

Po krótkim czasie odkrywamy, to czym Białoruś żyje na codzien – zupełnie „Inny świat”. Wspomnienia z lektur szkoły średniej nakazują nam trzymać się na baczności i zakryć zjeżone czupryny naszymi wielkimi rosyjskimi czapami. Wszechobecne „cinkciarstwo”, nielegalny handel, bataliony, jeszcze raz powtórzmy bataliony wojska i milicji zbudowały w naszych oczach wizje naszych przyszłych dni na terenie Rosji. Jako ze my Polacy potrafimy się zaadoptować do każdych warunków, dajemy sobie dzielnie rade odpierając ataki handlarzy i innych dorobkiewiczów, z których każdy chce nam cos sprzedać. Dajemy się skusić tylko na tradycyjne potrawy ziemniaczane w rożnych postaciach, które nabywamy od zaprzyjaźnionej handlarki jeszcze za polskie złotówki. Owa poczciwa pani w geście podzięki umieszcza nas nawet we właściwym pociągu.

Jest to pociąg czeski, ale jakże przemyślnie zaprojektowany. Dosłownie na 2m sześciennych znajdują się: 3 łóżka, umywalko-stolik, dwie półki bagażowe,
i masa innych bajerów łącznie z przyciskiem do przywoływania pani konduktorki. Podroż do Moskwy mija gładko i relaksująco. Budzi nas pukanie do drzwi i okrzyk: „corok minut Moskwa”.

Po niemalże godzinnym rekonesansie na dworcu, wchodzimy w posiadanie rubli (wymieniamy nawet złotówki). Co jak się okazało zdarza się nie często. Przestawienie czasu 2h w przód, po krótkiej plątaninie, trafiamy do moskiewskiego metra i wraz z tysiącami pędzących do pracy moskwiczów, kierujemy się do hotelu.

Sama Moskwa nie odbiega znacznie od innych europejskich stolic. Urzeka przepychem i osobliwością architektury. W sercu stolicy leży plac czerwony, który ma swoja uzasadniona nazwę (obecność tego koloru jest niemalże wszechobecna na budynkach – oddając atmosferę minionej epoki). Niestety próba odwiedzenia mauzoleum, kończy się fiaskiem z przyczyn obiektywnych (wyszczególnione godziny otwarcia). Potwierdza się pogląd o policyjnej atmosferze miasta i jego mieszkańców. Częste kontrole, rozpędzone samochody milicji, czy tez czarne limuzyny rządowe to widok powszedni. Niemalże sztuką jest przekroczenie ulicy, gdyż przejścia (o ile są), znajduje się niemal na wyczucie. Moskwa nie należy do tanich miast, czego przykładowo doświadczamy boleśnie kupując bilet na kolej transsyberyjską. Pociąg wyrusza z dworca Jaroslawskiego do Pekinu dwa razy w tygodniu odmiennymi trasami. Nasza podroż staje się rzeczywistością i po krótkiej utarczce z jednym z wszech obecnych w pociągu Chińczyków na temat przydziału łóżek licznik rusza. Ponad 9000 tyś kilometrów przed nami. Atmosfera pociągu to głownie biegający w kalesonkach Chińczycy, dwie panie konduktorki, które z czasem chyba nas polubiły. Małe możliwości zawierania kontaktów ze współpasażerami, a zwłaszcza bariera językowa, sprawia, ze dni spędzamy zagłębiając się w lekturę przewodników, map i rozrywek przedziałowych. Posuwając się dalej w glob Rosji za oknami przewija się, przeważnie szara, industrialna rosyjska rzeczywistość.

Zdezelowana spuścizna minionej epoki, twarze Lenina zaglądające nam do okien, czerwone gwiazdy i potężne symbole walki narodu (sierpy i młoty), sprawiają, ze nie odrywamy od nich obiektywów aparatów. Nie dajcie się również zwieść złudzeniom pozornej demokracji, Niejednokrotnie na przystankach otrzymywaliśmy ostre reprymendy z powodu fotografowania tzw.: „sekrietnych obiektów”, np: lokomotywy. Czy brano nas za szpiegów???

6 dni podroży nie obyłoby się bez krótszych, czy dłuższych przystanków. Na nich aż roi się od starszych przekupek, sprzedających podstawowe produkty żywnościowe, a nawet napoje wyskokowe. Jak zauważamy szczególnym powodzeniem ciesz się ryby, co diametralnie zmienia zapach w naszym wagonie. Na jednym z przystanków udaje nam się dostrzec europejskie twarze. Okazują się nimi przyjaźni Holendrzy, ku naszemu zdziwieniu również zmierzający do Australii. Niemile doświadczamy zmian stref czasowych. Zupełnie zakłóciło to nasze biorytmy. Na dworcu w Irkucku 2 w nocy – słonce w zenicie. Lekkie zmęczenie i monotonie wynagrodził nam widok Bajkału. Trasa kolei biegnie przez duży odcinek czasu niemalże samym brzegiem jeziora. Kolejnego ranka znajdujemy się już na przejściu granicznym Zabajkalsk, a pociąg wjeżdża do ogromnego hangaru. Konduktorka wręcza nam deklaracje przejazdu przez granice (tradycyjnie tylko w języku rosyjskim), a po chwili pojawia się celnik, który szybko zbiera paszporty i zostajemy zmuszeni do opuszczenia pociągu, bo cały wagon wisi już w powietrzu, gotowy do zmiany podwozia, na tradycyjny rozstaw szyn. Zdezorientowani, pośpiesznie opuszczamy hangar i podążamy śladem Chińczyków. Brak informacji po raz kolejny jest bardzo dokuczliwy. Przez pewien czas plątamy się bez celu, próbując dojść, o co tu właściwie chodzi. Rozgorączkowani Chińczycy biegają od okienka wymiany walut do punktu ceł. Po 3h oczekiwania pociąg pojawia się na peronie i szczęśliwi zajmujemy miejsca w cieplutkim przedziale. Wszystko dobrze i zaraz odjazd, ale gdzie paszporty? Odpowiedzi na nasze pytanie udzieliły nam następne 3 godziny. Początkowo uspokajani przez holendrów, którzy twierdzą, że bez paszportów pociąg nie ruszy, a następnie słowami konduktorki: „nie piriezywaj”, uzbrajamy się w cierpliwość. Nagle zostajemy wciągnięci w wir celniczej obławy i tu następują pytania, kontrole, deklaracje, pieczątki, itd. W końcu z paszportem w ręku i duszą na ramieniu przedostajemy się do chińskiego punktu kontroli. Po tylu godzinach oczekiwania oczywiście doskwierał nam głód i zabraliśmy się za przygotowywanie sobie obiadu. Nagle jakby trąceni zapachem zupek chińskich pojawiają się skośnoocy celnicy. Oglądają nas jak małpki w klatkach kilkakrotnie sprawdzając paszporty, co gorsza jesteśmy zmuszeni tłumaczyć miejsce Polski na mapie świata. Na nasze nieszczęście nasze wizy zostały wydane w Gdańsku i zostaliśmy zasypani pytaniami w stylu: „Kim jest Gdańsk?”. Jednak odprawa mija niespodziewanie szybko i sprawnie i po krótkich pogawędkach z celnikami wyruszyliśmy w stronę Pekinu na spotkanie z nieznana nam dotąd kultura...
Autor: Kuba&Bogdan&Ola - Albion House Crew


twój e-mail:  e-mail znajomego: 
strona główna :: aktualności :: promocje :: prezentacje :: rekomendacje :: przeloty/przejazdy :: wyprawy :: praktyki/praca :: tłumaczenia :: ubezpieczenia :: zwrot podatku :: galerie :: download :: subskrypcja :: kontakt
© jurand